akcja wolne przewodnictwo


Wolne przewodnictwo - 10 argumentów za:

 

Po prawie 4 latach pracy publicystycznej, ku uwadze rządowej grupy roboczej zajmującej się uwalnianiem zawodów streszczam może tezy w 10 punktach. Przesłałem je w liście do Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina, koordynującego prace dereguacyjne. 

1. Sprzeczność z naturą zawodu.

Turystyka - organizacja wycieczek, wypoczynku i rozmaitych form umilania wolnego czasu to dziedzina aktywności, która jak mało która kojarzy się ze swobodą i wolnością. Ograniczanie jej gorsetem drobiazgowych urzędowych regulacji w wolnym i demokratycznym kraju jest absurdalne.      

2. Zakres kompetencji.

Zawód przewodnika i pilota jest świadczony niemal wyłącznie jako praca usługowa na rzecz organizatorów turystyki. Pełnienie funkcji właściciela biura turystycznego - wymagającej znacznie większego profesjonalizmu i odpowiedzialności - nie jest obwarowana koniecznością uzyskania jakichkolwiek formalnych uprawnień, praktyk i zdawania państwowych egzaminów. Rodzi to dziwną w swej istocie dysproporcję.


3. Rynek gwarantem jakości.

Ogromna konkurencja na rynku usług turystycznych sama z siebie wymusza świadczenie usług wysokiej jakości, przy czym owa " jakość" musi być rozumiana jako umiejętność spełniania potrzeb klienta a nie urzędowo zadeklarowanych, sztywnych wytycznych. Właściciel biura, któremu udało się znaleźć chętnych na imprezę nie może zatrudnić do jej obsługi osoby "niefachowej" czy "przypadkowej", gdyż w ten sposób sam strzeliłby sobie w stopę. Wielokrotnie artykułowane protesty korporacji przewodnickich, przechodzące w lament nad "obniżeniem jakości" biorą się z niezrozumienia zasad wolnej konkurencji i rozbieżności sztampowych, często przestarzałych, "scholastycznych" metod organizacji turystyki z realiami różnorodnego i ewoluującego rynku.            


4. Całkowity brak regulacji w krajach najbogatszych i nowoczesnych.

Zawód przewodnika jest obecnie regulowany jedynie w mniejszości (11) krajów członkowskich Unii Europejskiej. Są to głównie kraje południa Europy (Włochy, Hiszpania, Portugalia, do niedawna Grecja) w których poziom "regulacji przewodnickich" może służyć za papierek lakmusowy nadmiernej biurokracji, paternalizmu i zepsucia państwa. Jeśli podliczyć dostępne dane statystyczne odnośnie wydatków na turystykę (tourist expenditures) okazuje się że aż 70% tej sumy wydają mieszkańcy krajów unijnych w których przewodnictwo nie jest objęte jakimikolwiek regulacjami. Kraje o najsilniejszej gospodarce i największym dochodzie narodowym na głowę (np. Niemcy, Wlk Brytania, Szwajcaria, Kraje Beneluksu i Skandynawii) nie widzą potrzeby tworzenia państwowych struktur do egzaminowania i administrowania bazą osób pełniących zawody okołoturystyczne. Z naszych bezpośrednich unijnych sąsiadów jedynie mała Litwa ma podobne regulacje. Dla przeciwwagi inny sąsiad - Niemcy, mają największy na świecie (większy nawet od USA) rynek usług turystycznych, a zawody pilota czy przewodnika są tam całkowicie wolne i niereglamentowane. Nie przeszkadza to Niemcom ustanawiać najwyższe standardy jakości w turystyce.


5. Odwrotna dyskryminacja.

Zgodnie z dyrektywą 2005/36 zawód przewodnika na całym terenie Polski może wykonywać obywatel innego kraju Unii. Jako, że w większości tych państw jest to zawód nieregulowany, wystarczy udowodnić 2-letnią praktykę jego wykonywania. Stawia to Polaków (którzy na każdy region, miasto, pasmo górskie itp. muszą zdobywać drobiazgowe uprawnienia) w sytuacji osób dyskryminowanych zawodowo we własnym kraju.   


6. Niskie standardy prawne.

Wiele z obecnych zapisów Ustawy o Usługach Turystycznych i rozporządzeń dotyczących pilotów i przewodników stworzono pod dyktando samorządów zawodowych a nie potrzeb obywateli. Z jednej strony, korzystnie dla dużych touroperatorów - regulacji nie podlega zawód rezydenta, pełniony w znacznie większym zakresie czasu i obowiązków. Z drugiej, utrzymuje się sztuczny i anachroniczny podział na funkcje pilota i przewodnika. Zasadny jedynie w przypadkach standardowych, masowych wycieczek objazdowych, nie pasujący do wielu nowych form turystyki na dywersyfikującym się rynku. Monopol i przywileje miejskich przewodników - jako zbyt daleko idące - zakwestionowali prawnicy-konstytucjonaliści dr Ryszard Piotrowski i prof. Marek Chwaj.  


7. Sezonowość zawodu.

W przeciwieństwie do wielu zawodów, których deregulację się przewiduje - np. prawnika różnych specjalności, bibliotekarza itp. zawód pilota i przewodnika to typowe zawody dorywcze i sezonowe. W krótkich okresach popularnych świąt, wakacji, długich weekendów itp. zapotrzebowanie na osoby do obsługi turystów jest bardzo duże, w tzw. martwych sezonach znikome. Rodzi to potrzebę dużej elastyczności, absurem jest żądanie państwowych uprawnień od osób okazyjnie wykonujących np. funkcję pilota.    


8. Brak potrzeby długotrwałego szkolenia.

Beneficjentami istniejących regulacji są firmy organizujące wielomiesięczne szkolenia. Praktyka w krajach zachodnich wskazuje, że do pracy jako sezonowi piloci/przewodnicy znakomicie nadają się osoby inteligentne, wykształcone, mające naturalny talent do obsługi turystów, a do zdobycia niezbędnej specyficznej wiedzy praktycznej wystarcza krótkie, wewnętrzne szkolenie organizatora. Nie można obywateli polskich pozbawiać takiej szansy.  Dłuższe kursy zawodowe powinny przybrać formę fakultatywną.     


9. Wolność słowa.

W kraju który szczyci się tradycją "Solidarności" i obalania żelaznej kurtyny głęboki niesmak muszą budzić praktyki oficjalnej - deklarowanej w ministerialnych dokumentach - rządowej cenzury treści  przekazywanych przez przewodników, ulicznej inwigilacji i kontroli osób oprowadzających turystów. Działalność taka jest nie tylko niezgodna z Konstytucją RP, ale ma negatywny wpływ  na rozwój turystyki i odstręcza wielu zagranicznych organizatorów od organizowania przyjazdów do Polski. Państwowy nadzór nad "gadaniem na ulicy" jest wręcz śmieszny, zważywszy wolność mediów, brak regulacji zawodu dziennikarza, artysty itp. 


10. Symbolika.

Akcja uwolnienia zawodów okołoturystycznych, nawet jeśli nie ma jakiegoś pierwszorzędnego znaczenia dla gospodarki i zwalczania bezrobocia, ma wielką wartość symboliczną. Chyba żadne z "reglamentacyjnych absurdów" nie budzą takich negatywnych emocji, nie są tak powszechnie rozpoznawalne i obecne w obiegu medialnym przez ostatnie kilka lat. Pozostawienie tych regulacji byłoby wizerunkową klęską Rządu, podważającą wiarę w rzeczywistą chęć reform. Deregulacja zawodów ma dziś twarz wolnego przewodnika!     






Statystyka generowana przez Reggi-Stat - www.reggi.pl